czwartek, 29 października 2015

Walka z leniem i lękiem - wreszcie moja wygrana!

Jak to jest z tymi cukrzykami, że nie mogą wpierdzielać słodyczy, a ciągle to robią?
Czemu mają grube tyłki i nic z tym nie robią?


Może wy jesteście mili dla otoczenia i nie zadawaliście sobie takich pytań, ale ja owszem. Czasem jestem katem w stosunku do siebie i całego świata. Wymagam dużo od siebie i innych. Potrafię być niezłym krytykiem. Czasem widząc grubą osobę marudzącą na swoją tuszę, zadawałam sobie pytania jak powyżej, bo nie rozumiałam, że choroba nie tylko wpływa na ciało, ale niestety przede wszystkim na psychikę, sposób myślenia i reagowania w specyficznych sytuacjach. 


Od kilku miesięcy głównym moim zmartwieniem były częste hipoglikemie z rana, które zajadałam skutecznie niewłaściwym jedzeniem i wieczorem z kolei miałam hiperglikemie, czyli dla niewtajemniczonych z rana miałam niskie cukry grożące omdleniem/śpiączką, a popołudniu miałam za wysokie cukry powodujące stan zmęczenia i otumanienia. Jest to częste błędne koło, w które wpadają cukrzycy: najpierw nie wiadomo skąd mają spadek poziomu glukozy do tak niskiego, że aż się źle czują, a potem organizm chce się zabezpieczyć przed kolejną tak niemiłą sytuacją i w głowie słyszysz jeden głos: "zjedz coś tłustego albo słodkiego, coś co podniesie cukry i będzie je trzymało na wysokim poziomie; zrób coś, żeby nie było kolejnego niskiego wyniku". Hipoglikemia chociaż potrafi trwać krótko (u mnie kilkanaście minut) to na psychikę ma niewiarygodny wpływ. Przez pół dnia po hipoglikemii mój organizm krzyczy, że chce jeść więcej i konkretniej. Trzeba silnej woli, aby zwalczyć myśli o "extra posiłku" i trzymać się zasad diety, czyli zjeść to co było w planach, a nie to co zobaczą oczy np. na wystawie w sklepie, czy u koleżanki w pracy na talerzu. 

Zdrowi ludzie nie wiedzą, czemu cukrzycy będąc świadomi, jak zdrowe jest uprawianie sportu nie robią tego. Dla zdrowych ludzi poziom cukru to taki sam miernik jak poziom cholesterolu - trzeba dbać, aby był w odpowiednich widełkach. Otóż sprawa się trochę komplikuje w przypadku cukru. W dłuższej perspektywie uprawianie sportu poprawi wyniki  średniego poziomu glukozy podobnie jak cholesterolu. Niestety jak sprowadzić sprawę do pojedynczego treningu to poziom cholesterolu nie wpływa na naszą wydajność przed, w trakcie czy po wysiłku. Przynajmniej nikt z nas tego nie odczuwa, a jedynie mógłby sprawdzić poprzez specjalistyczne badania. Trening ma wpływ na nasz poziom cukru. Dłuższy i męczący wysiłek u zdrowej osoby może znacznie obniżyć poziom cukru, dlatego na przykład maratończycy piją wodę z glukozą i jedzą specjalne energetyczne batony bogate w glukozę i węglowodany. Dla cukrzyka nawet średnio męczący trening może obniżyć mocno poziom cukru we krwi i spowodować omdlenie/śpiączkę. Nikt z nas nie lubi robić scen, w których jest ofiarą. Ja właśnie bojąc się osłabnięcia w trakcie treningu, nie byłam na żadnych zajęciach od czasu nauki windsurfingu. Rozmawiałam z kilkoma koleżankami, które mnie gorąco motywowały do powrotu do sportu i dziękuję im za to. Sądzę, że nie rozumiały, jak wielki lęk jest we mnie przed pójściem na zajęcia, że mój organizm mnie zawiedzie i w czasie zajęć będę musiała wyjść, żeby podnieść cukier i już nie wrócę, bo ten proces trwa kilkanaście minut. Zawsze byłam jedną z tych lepiej wysportowanych, co się nie poddają przy żadnym ćwiczeniu. Teraz jestem w tej grupie, która boi się zbytnio zmęczyć w czasie fitnessu czy biegu, bo za wysokie tętno powoduje zaburzenia w odczuwaniu syndromów zbliżającej się hipoglikemii.

Teraz już wiem, czemu "cukrzycowe grubasy" jedzą słodycze, tłuste żarcie i nie uprawiają sportu. Mi też to realnie grozi przez to, co się dzieje w głowie chorych osób. Podobne odczucia zniechęcenia do uprawiania sportu mają też osoby z chorą tarczycą. Nie chcę tutaj robić wymówek. Przeciwnie chcę się pochwalić, że udało mi się przełamać kilkumiesięczny sportowy marazm. We wtorek w najgorszy z możliwych ostatnio poranków poszłam na zajęcia fitness :) Na termometrach był tylko 1 stopień na plusie, wszędzie ciemno, mgła jak mleko i wilgoć przeszywająca każdą warstwę ubrania. To właśnie tak beznadziejny dzień wybrałam, jako ten , który będzie mnie motywował przez resztę jesieni i zimy - skoro dałam radę wyjść i ćwiczyć w okropną pogodę, to nie mam wymówek na resztę lepszych dni!


A jak minął mi trening? Po pierwsze jako diabetyk musiałam się do niego przygotować - tuż przed wyjściem z domu zjadłam jogurt z bananem niczym Małysz bez dawki insuliny i okazało się, że trafiłam w punkt. W czasie zajęć czułam się dobrze, a po fitnessowym wysiłku miałam dobry wynik cukru. Skok endorfin poczułam już po 30 minutach na sali, a z nim przypływ pomysłów i motywacji do działania. Kolejne zajęcia wpisałam do swojego kalendarza i będę pilnować terminów :)

To była moja wygrana z leniem i lękiem! 

Źródło zdjęcia: http://g.wieszjak.polki.pl/p/_wspolne/pliki_infornext/95000/shutterstock_30399100_95037.jpg
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...